Gwiazda popu Obama, hydraulik Romney

Czy wyborcy chcą faceta, którego mogą kochać, czy tylko kogoś, kto naprawi rury?

Czy wyborcy chcą faceta, którego mogą kochać, czy tylko kogoś, kto naprawi rury?

Czym jest kampania prezydencka?

Może kampania jest jak zaloty. Zadaniem kandydata jest zdobywanie elektoratu, zdobywanie sympatii ludzi urokiem, znajomością i współczuciem.



Może kampania jest jak duża wersja amerykańskiego Idola. To rywalizacja o to, kto jest najbardziej utalentowany. W tym trybie zadaniem kandydata jest zjednanie sobie ludzi na widowni, a następnie zachwycenie ich swoimi prezentami.

Może z drugiej strony zatrudnianie prezydenta jest jak zatrudnianie hydraulika. Wyborcy tak naprawdę nie chcą się w nim zakochać; chcą tylko kogoś, kto naprawi rury. Zadaniem kandydata jest wymienienie trzech lub czterech rzeczy, które zrobiłby, gdyby został wybrany, a następnie powtarzanie tych wyników.

Można by argumentować, że większość kampanii to trochę wszystkich trzech, chociaż proporcje zmieniają się z roku na rok. W 2008 roku Obama prowadził

podnosząca na duchu kampania, która była po części zalotami, a po części amerykańskim Idolem. Richard Nixon, któremu brakowało takiego uroku, prowadził fachowe kampanie hydraulików, bez zamierzonej gry słów.

Jak dotąd jednak kampania prezydencka 2012 roku nie mieści się w żadnej z tych kategorii. Jest zorganizowana według innej metafory. W tym roku obie organizacje wydają się wizualizować kampanię jako mecz bokserski lub walkę gangów. Która strona może uderzyć drugą stronę mocniej, w jakiś sposób otrzyma pas mistrza.

Jak dotąd w tym roku zarówno prezydent Obama, jak i Mitt Romney wydają się bardziej pasjonować się odmawianiem zwycięstwa drugiej stronie niż jakąkolwiek planem w ich własnych programach. Obie kampanie rozwinęły pogardę dla przeciwnika, uzasadniając ich przekonanie, że wszystko jest zatem dozwolone.

W obu kampaniach można zauważyć wczesny rozwój mentalności wojennej. Rozpiętość uwagi kurczy się do pewnego stopnia. Zniknęło wiele świadomości świata poza kampanią. Cała uwaga skupia się na aktualnych wiadomościach? odpowiadanie z woleja za wolejem. Jeśli przyniosą nóż, ty przyniesiesz broń. Jeśli rzucą bombę, rzucisz dwie.

Obie strony niezwykle chętnie lekceważą szacunek, aby pokazać, że są wystarczająco twarde, by odsłonić knykcie.

W listopadzie kampania Romneya wypuściła rażąco nieuczciwą reklamę, w której prezydent Obama rzekomo przyznaje, że jeśli wybory toczą się o gospodarkę, to przegra. Cytat był zniekształceniem, ale skuteczność reklamy polegała na pokazaniu republikańskim profesjonalistom i wyborcom, że Romney będzie działał zgodnie z zasadami gangów, że jest wystarczająco twardy i wystarczająco nieuczciwy, aby to zrobić.

W zeszłym tygodniu kampania Obamy wypuściła tanie ogłoszenie o śmierci Osamy bin Ladena. Częścią reklamy był Bill Clinton, który skutecznie mówił o decyzji o zabiciu terrorysty. Ale w środku ludzie Obamy zaatakowali Romneya. Slam sprawił, że Clinton wyglądał na małego, Obama wyglądał na małego, zamienił moment prawdziwego sukcesu w polityczną sztuczkę, ale przestrzegał zasad gangu: w każdej sekundzie atak; przy każdej okazji wjedź między żebra.

Ten wojenny, ganglandowy styl prowadzenia kampanii najwyraźniej sprawia, że ​​ludzie biorący udział w kampaniach czują się twardogłowi, profesjonaliści i makiaweliści. Ale nie jest jasne, czy rzeczywiście jest to najlepszy sposób na wygranie wyborów. To dlatego, że styl opiera się na serii wątpliwych założeń: że najostrzejszy język jest najbardziej przekonujący dla wyborców; że to, co jest dobre dla ciebie jako konkurencyjnego bojownika, będzie również wyglądało najbardziej atrakcyjnie dla oderwanych widzów; że w ciągu sześciomiesięcznej kampanii codzienna walka będzie nadal wyglądać atrakcyjnie, a nie kumulatywnie odrażająca; że w kampanii zdominowanej przez „super PAC”. negatywności, kandydatowi na prezydenta lepiej przysłuży się wdanie się w bójkę, niż oddzielenie się od niej.

Metafora kampanii jako wojny może wydawać się sensowna dla osób przebywających w szklarni. Może to mieć sens, jeśli pomyślisz, że dzisiejsi wyborcy swingersów pragną więcej walki, więcej surowości i więcej ataku.

Ale to chyba zła socjologia i okropna psychologia, biorąc pod uwagę ogólny odrazę do konwencjonalnej polityki. Gdybym był w kampaniach, chciałbym oderwać się od dotychczasowych zasad zaangażowania i zmienić charakter kampanii. Gdybym był Obamą, grałbym na jego osobistą popularność i prowadził kampanię American Idol. sympatia, równowaga, bezpieczeństwo i talent. Gdybym był Romneyem, obarczonym jego osobistą nieufnością, prowadziłbym kampanię hydraulika? możesz mnie nie kochać, ale oto cztery rzeczy, które mogę dla ciebie zrobić.

To byłyby zupełnie inne kampanie niż te, które obserwujemy do tej pory: więcej psychologii pozytywnej, mniej psychologii negatywnej. Kilka ważnych wiadomości o fundamentalnych zmianach, mniej obsesji na punkcie codziennego cyklu wiadomości. Więcej uwagi poświęca się tym, których polityka odrzuciła, mniej hardkorowym mieszkańcom, którzy mają na jej punkcie obsesję.